, , ,

Piękny ślub Dworek Komorno

Polskie lato to loteria. Zasypiasz w przyjemną letnią noc, a budzisz się w środku burzy. I taka też była droga do Krapkowic – burzliwa. Dosłownie i w przenośni. Jeżeli deszcze byłyby jak chmury i każdy z nich miałby mieć swoją nazwę, to ten zdecydowanie powinien nazywać się mocno złowieszczo. Lało tak, że w pewnym momencie trzeba było stanąć na poboczu i przeczekać. Później objazdy, drogi urwane w połowie i zwątpienie czy uda się dojechać na czas. Udało się. W drzwiach stanęła Ona. Misternie upięty kok, usta w najmodniejszym w tym sezonie kolorze i śnieżnobiała suknia – nic z tych rzeczy! O losie! Wyglądała jak najpiękniejsza bogini nienapisanej jeszcze mitologii. Ada.
On. Czekał kilka kilometrów dalej i pierwsze o co zapytał to „co u Niej?”. Kamil.

Tego dnia gwiazdy im sprzyjały.

Miejsce: Dworek Komorno